Zielona Megrelia

Opuściwszy Kutaisi, kierujemy się w stronę Zugdidi, największego miasta Megrelii. Tam zaczyna się droga, która zaprowadzi nas wysoko w góry Wielkiego Kaukazu. Tymczasem  cieszymy się rozległymi przestrzeniami i zielonymi pastwiskami, których pełna jest Megrelia.

Kim są Megrele?

W języku Gruzinów kraina ta nosi miano Samegrelo, czyli Ziemia Megrelów. Megrele są Gruzinami, jednak posiadają własny język i silne poczucie odrębności. Tak silne, że w latach 30. XX wieku wystosowali oni list do Stalina, w którym prosili o uznanie autonomii. Efektem tego wkrótce pozamykano megrelskie szkoły, a autorów listu dotknęły represje. Także megrelskie nazwiska różnią się od tych, używanych w innych częściach Sakartwelo. Nie uświadczycie tu charakterystycznych końcówek -adze ani -szwili, zamiast tego miejscowe nazwiska najczęściej kończą się na -ia.

Język megrelski – z Megrelem nie dogadasz się po gruzińsku

Mowa mieszkańców Megrelii na tyle mocno różni się od gruzińskiego, że została sklasyfikowana jako odrębny język. Megrelski, podobnie jak gruziński, należy do rodziny języków kartwelskich. Podobieństwo jest jednak na tyle odległe, że nawet mówiąc biegle po gruzińsku, nie będziecie mieć wielkich szans na porozumienie z Megrelami.

Cwaniaki i przechery, czyli charakter Megrelów

Przez pozostałych mieszkańców Gruzji Megrele postrzegani są jako wyjątkowo sprytni i zaradni. Stereotypowy Megrel zawsze znajdzie wyjście z trudnej sytuacji. Jeśli nie sam, to pomoże mu w tym rodzina lub znajomi, bo mieszkańcy Samegrelo zawsze trzymają się razem. Po Gruzji krąży wiele dowcipów, podkreślających  typowe cechy charakteru Megrelów.

dowcip o megrelach
Obrazek został udostępniony przez autorki fanpage’a “Gruziński po polsku”, który serdecznie polecam 🙂

Megrelia w Latach 90. – czas wojen i niepokoju

W latach 90. Kraina ta okrutnie ucierpiała w wyniku dwóch wojen. Pierwsza,  secesyjna, kiedy przez Megelię przetoczyła się armia Tengiza Kitowaniego, idąca na Abchazję. Kolejna była wojan domowa. Obalono wówczas Zwiada Gamaschurdię, pierwszego prezydenta Gruzji wybranego w wolnych wyborach. Na terenie Samegrelo Gwardia Narodowa toczyła liczne walki ze wspierającą nowego prezydenta, Eduarda Szewardnadze, paramilitarną organizacją Mcherdrioni (Jeżdźcy), Dżaby Joselianiego. Mcherdrioni zasłynęli z okrócieństwa a w ich szeregi zaciągali się głównie przestępcy.  Na skutek wojen Megrelia popadła w ruinę. Zugdidi opanowały tłumy uchodźców, a z Senaki, w którym toczono zaciekłe boje, pozostały dymiące zgliszcza.

Gospodarka leżała. Źle było w całym kraju, ale w Megrelii nie działało chyba nic. Nie było nawet stacji benzynowych, paliwo tankowano z kanistrów od przydrożnych przekupniów. Co rusz straszyły szkielety fabryk- niedobudowanych? Zbombardowanych? Rozszabrowanych na złom i cegły? Niektóre potem usunięto, inne z czasem wtopiły się w krajobraz, metalowe słupy i żelazne pręty zarosły mchem i trawą.

Wojciech Górecki Toast za przodków

W powojennym chaosie podróż przez Megrelię była niebezpieczna, przy drogach grasowały zbrojne bandy, maruderzy i rabusie, dla których podróżnik byłby źródłem łatwego łupu. Dziś kraina ta zmieniła się nie do poznania, próżno wypatrywać tu śladów wojny sprzed dekady. Senaki i Zugdidi odbudowały się. Liczne posterunki policji, nowe, nowoczesne, zobaczyć można praktycznie w każdej wsi. Wydają się przypominać, że w kraju przywrócono porządek.

Kraina zielonych pastwisk

Jadąc przez Megrelię podziwiać możemy wiejskie krajobrazy. Powoli przyzwyczajamy się do tego, jak wygląda miejscowy folklor. Pierwsze, co rzuca się w oczy to krowy. Mogłyby spokojnie uchodzić za symbol Gruzji. Bydło jest tutaj wszędzie, krowy pasą się przy drogach, czasem leniwie leżą sobie na środku jezdni, zupełnie nie przejmując się przejeżdżającymi wokół samochodami. Z obecności stad wynikają rozliczne korzyści, dla nas najważniejszą jest możliwość bezstresowego rozbicia namiotu. Tam gdzie rogacizna, tam są również pastwiska, na których można rozbić namiot.

Krowy i konie pasą się tutaj, niepilnowane przez nikogo. Pewnego razu, nocując na pastwisku za Senaki, podziwiamy wieczorny spektakl: stado koni schodzi z pastwisk i, krocząc wyznaczoną ścieżką, udaje się na miejsce spoczynku. Bez pasterza, konie same wiedzą gdzie iść. Nasze namioty, element obcy i nieznany, wzbudzają zaciekawienie zwierząt. Lekko zaniepokojone, na wszelki wypadek omijają nas szerokim łukiem. Rankiem powracają tą samą drogą na swoje pastwisko.

Abchascy uchodźcy

Innym razem, nad ranem, spotykamy  pasterza. Starszy mężczyzna, dzierżąc w dłoni gruby kij, zbiera pieczarki rosnące na krowim łajnie. Wita się z nami, wiedziony ciekawością. Na jego obliczu zmarszczki, niczym słoje w pniu wiekowego dębu, malują obraz przeżytych lat. Mężczyzna pochodzi z Abchazji, wojna zmusiła go do opuszczenia rodzinnych stron. Tu, w Megrelii, wielu uchodźców znalazło nowy dom.

Megrelskie wioski

Megrelskie wioski wydają się bogate. W tym ciepłym, wilgotnym klimacie bogactwem stają się sady owocowe, uprawia się figi, pomarańcze i morele. Podobno za ZSRR za pieniądze z jednego zbioru można było kupić wołgę. Domy są tu niezwykle rozbudowane, z tarasami i patio, zagrody zajmują czasem wielki obszar. Kontrastuje to mocno z ciasną zabudową mieszkalną wyżej w górach, ale tu, w Mergelii ludzie mają dla siebie więcej przestrzeni.

Megrelskie cmentarze

Mijamy niewielki, przydrożny cmentarz, gdzie każdy nagrobek zdaje się osobnym mauzoleum. Groby wznoszą się na wysokich podestach, nakryte są dachem, ogrodzone, wewnątrz nierzadko znajdują się małe ogródki. Przy nagrobkach stoją stoliki i ławki, można tu posiedzieć ze zmarłym, napić się czaczy lub wina, wychylić toast za przodków. I oczywiście łażą tu krowy.

Zugdidi, stolica Megrelii

Do Zugdidi podwozi nas kierowca lawety, zagadnął nas po drodze. Z pewnymi oporami zostawiliśmy rowery na lawecie i wsiedliśmy do kabiny. Jadąc mam okazję podziwiać pajęczynę pęknięć, spowijających przednią szybę samochodu. Pęknięcia zostały sklejone klejem i taśmą, najwyraźniej jeśli kierowcy to nie przeszkadza, to nikt mu się nie będzie wtrącał. Ot, kaukaska swoboda.

Zugdidi to największe miasto w regionie. Podźwignęło się już z wojennej ruiny, teraz aglomeracja tętni życiem, a przez główną drogę ciągnie się sznur samochodów nie mniejszy niż w Kutaisi.

W poszukiwaniu kartuszy gazowych…

Tutaj Marcin postanawia za wszelką cenę zdobyć jeszcze jakieś kartusz gazowe i kolejną kuchenkę (kartusze mamy trzy, ale żaden nie jest pełny). Choć powątpiewam w sukces niniejszego przedsięwzięcia, chcąc nie chcąc, biorę udział szalonych poszukiwaniach, w trakcie których zagadany na ulicy dziadek wiedzie nas wąskimi uliczkami Zugdidi, w poszukiwaniu odpowiedniego sklepu. Odwiedzamy centrum handlowe, potem mały sklepik z różnymi akcesoriami turystycznymi (choć widzę tam głównie zabawki dla dzieci), wreszcie trafiamy do miejscowych zaprawiaczy, którzy nabijają butle butanem. Oczywiście bez odpowiedniej przejściówki nie są w stanie napełnić kartusza. W końcu nasz przewodnik prowadzi nas na bazar, w który zapuszcza się razem z Marcinem. Ja postanawiam zostać przy rowerach, jednak niedane jest mi odpocząć. W mgnieniu oka gromadzi się wokół tłum gapiów, którym tłumaczę kim jesteśmy, gdzie jedziemy i co nam, na miłość boską, do głów strzeliło, żeby do Swanetii rowerami. Marcin wraca bez kartuszy. W końcu ruszamy w góry…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku