Krańce Europy – rowerem przez Kaukaz

Pomiędzy Morzem Czarnym na zachodzie i największym jeziorem świata, Morzem Kaspijskim, na wschodzie, piętrzą się potężne góry. To pasmo Kaukazu, które stanowi granicę, oddzielającą od siebie dwa kontynenty: Europę i Azję. Wysoko w chmurach skrywają się szczyty skutych wiecznym lodem pięciotysięczników, znajduje się tu Elbrus (5642 m n.p.m.), drzemiący wulkan, uważany przez alpinistów za najwyższy szczyt Europy, Szchara (5193), najwyższa góra Gruzji i Kazbek (5033 m n.p.m.), do którego zbocza, według starożytnych legend, miał zostać przykuty Prometeusz, skazany na wieczną torturę.

Granica między Europą i Azją

Gdzie dokładnie kończy się jeden kontynent, a zaczyna drugi? Ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na to pytanie. Zdania są podzielone, a wariantów mamy kilka. Umieszczają one południową granicę Europy m.in. na linii szczytów Wielkiego Kaukazu (wododziałem), wzdłuż jego podnóży, przez środek Gruzji i Azerbejdżanu, a nawet na południowej granicy byłego ZSRR. Który wariant jest poprawny? Możemy oczywiście wziąć linijkę i narysować kreskę. Po jednej jej stronie będziemy mieć Europę, po drugiej Azję. Ale tylko na mapie, wszak taki podział jest sztuczny, nie znajduje odzwierciedlenia w rzeczywistości.

Kaukaz- pogranicze kultur, religii i kontynentów

Kaukaz to pogranicze, miejsce, gdzie wzajemnie przenikały się i mieszały ze sobą różne ludy i kultury, odległe Krańce Europy. Państwa znajdujące się na styku kontynentów przez stulecia, a nawet tysiąclecia kształtowały swój charakter pod wpływami kultur wschodu i zachodu. Z Europy, jeszcze w starożytności przypłynęli tu Grecy, zakładając kolonie. Wierzenia i zwyczaje miejscowych ludów i Europejczyków mieszały się ze sobą. Chrześcijaństwo zadomowiło się w Armenii, czyniąc ją pierwszym chrześcijańskim krajem świata i łącząc z kulturą Europy . Z azjatyckich stepów przybyły ordy Tamerlana, niosąc śmierć i zniszczenie, łupiąc miasta i rujnując monastyry. Wpływy arabskie i tureckie zasiały tu islam. Na Kaukazie zderzyły się ze sobą dwie wielkie religie i współistnieją tam do dziś.

sam widok kaukaskich szczytów sprawia, że człowiek nabiera pokory.
sam widok kaukaskich szczytów sprawia, że człowiek nabiera pokory.

Rowerowa wyprawa na Kaukaz Południowy

Właśnie tu, na Krańce Europy, przygnała mnie żądza przygody, ciekawość świata i chęć przeżycia kolejnej wielkiej wyprawy. Przez blisko dwa miesiące, wraz z dwójką kompanów: Marcinem, moim znajomym z wyprawy na Bałkany, oraz Markiem, studentem informatyki z Warszawy, który przyłączył się do nas w drodze, włóczyłem się na rowerze po krajach Kaukazu południowego. Wspólnie, w ponad trzydziestostopniowych upałach, wylaliśmy z siebie litry potu, pedałując w cieniu górskich szczytów Gruzji, przetoczyliśmy się przez porośnięte żółtymi trawami wyżyny Armenii, skąd przeprawiliśmy się do Górskiego Karabachu, państwa, którego oficjalnie nie ma na żadnej mapie.

kaukasus_satl

Przemierzyliśmy na rowerach ponad 3000 kilometrów, zdobywaliśmy górskie przełęcze, w tym Zagaro (2623 m n.p.m.), Dżwari (2379 m n.p.m.), przełęcz Sotk, oddzielającą Armenię od Górskiego Karabachu (2363 m n.p.m.) i wiele, wiele innych. Trudno zliczyć jak wiele razy wtaczaliśmy się na wysokość powyżej 2000 m n.p.m., a przebywanie powyżej 1000 m n.p.m. było w zasadzie normą. Wyprawa to ból ud na niezliczonych podjazdach i wiatr rozwiewający włosy w czasie szalonych zjazdów w dół. To kąpiele w strumieniach, gra cykad i świerszczy podczas ciepłych nocy w namiocie, rozstawionym gdzieś na odludziu, pod niebem pełnym gwiazd. To nieprzebrana ilość zapierających dech w piersi widoków, niezapomniane wrażenia, to ludzie, których spotykaliśmy i ich opowieści. Miejsca, posiadające bogatą historię. Wyprawa to, przede wszystkim, możliwość poznania świata Kaukazu, tak innego od tego, który znamy.

my
To chyba nasze jedyne wspólne zdjęcie, zrobione już na koniec wyprawy.

Gruzja, kraj o wielu obliczach

Naszą kaukaską przygodę rozpoczęliśmy w Kutaisi. Gruzja to mały kraj, jednak jej geografia zadziwia zróżnicowaniem. Na powierzchni zaledwie 69 700 km² znajdują się skute lodowcami pięciotysięczniki, rozległe alpejskie łąki i malownicze doliny rzek. Góry Adżarii porastają gęste lasy świerkowe, a na wybrzeżu Morza Czarnego panuje klimat subtropikalny, znajdują się tu uprawy herbaty i bambusa.

Na nizinach rozciągają się zielone pastwiska, gdzie tłoczą się stada krów i koni. Na wschodzie, w słonecznej Kachetii, uprawia się winogrona, z których wytwarza się słynne gruzińskie wino. Jeszcze dalej na południowy wschód, tuż przy granicy z Azerbejdżanem, podziwiać można pustynne krajobrazy w Parku Nardowym Waszlowani. Z kolei w okolice klasztoru Dawid Garedża powinni zajrzeć miłośnicy westernów. Znajdą tu rozległe prerie, krajobrazy rodem z Dzikiego Zachodu. Gruzja to małe sklepiki, które świecą pustkami, tłuste, mdłe placki chaczapuri i kubdari, pierożki chinkali, sprzedawane w każdej knajpie. Gruzja to kopcące, stare, ruskie samochody z pourywanymi zderzakami. Ale, przede wszystkim, to wszechobecne stada krów, które towarzyszyły nam podczas każdego chyba noclegu i krowie łajno koło namiotu.

Armenia- pierwszy chrześcijański kraj na świecie 

W przeciwieństwie do Gruzji, większa część Armenii przedstawia bardzo podobny widok. W krajobrazie dominują pola uprawne i sady morelowe, a zbocza gór i pagórki Wyżyny Armeńskiej porastają połacie żółtej, wysuszonej przez palące słońce, trawy. Na niebie zataczają kręgi wielkie ptaki drapieżne. Pasterze pędzą tu stada kóz i owiec a kowboje na rączych koniach poganiają bydło. Wielu z nich wiodło kiedyś odmienny żywot, ale brak pracy zmusza ludzi do powrotu na pastwiska. Monotonię krajobrazu urozmaica błękit jeziora Sewan. Wzdłuż jego brzegów ciągną się zielone zarośla i lasy, przy drodze pełno jest straganów, na których można zakupić suszone ryby. Surowość krajobrazu Armenii przypomina, że żyje się tu ciężko. Kraj jest biedny, ale ludzie mają złote serca.

Armenia to kraina monastyrów, kraj ten jako pierwszy w historii świata przyjął chrześcijaństwo, a religijność jego mieszkańców podkreślają także widoczne praktycznie na każdym kroku chaczkary, kamienne płyty wotywne, misternie zdobione wizerunkiem kwitnącego krzyża. Armenia pozostaje zawsze w cieniu Araratu. Święta góra Ormian, choć obecnie poza granicami kraju, pozostaje w sercach jego mieszkańców, manifestując swą obecność w rozmaitych nazwach własnych. Mianem góry ochrzczono niejedną restaurację, nazywa się tak najsłynniejsza brandy z Armenii, a także piwo, woda mineralna czy choćby marka papierosów.

Górski Karabach – Pieśń o wolności

Pośród skalistych, górskich szczytów rozbrzmiewają słowa pieśni. Opowiada ona historię krwi przelanej w walce o ojczyznę, o bohaterach i ofiarach. I o zwycięstwie, za które przyszło słono zapłacić. To historia powstania Górskiego Karabachu, samozwańczego ormiańskiego państwa, które w ogniu wojny zrodziło się nieco ponad dziesięć lat temu i, choć nieuznawane na arenie międzynarodowej, funkcjonuje do dziś. Karabach, niczym bujny ogród, zakwita wśród wysokich szczytów.

Zbocza gór porastają tu pachnące żywicą świerkowe lasy, a woda w strumieniach jest czysta jak kryształ. Wysoko wznoszą się monastyry, pamiętające początki chrześcijaństwa. Ten kaukaski Eden zachwyca pięknem przyrody i tylko wciąż mijani żołnierze nie dają zapomnieć o dramatycznej przeszłości tego skrawka ziemi. Choć pola minowe zostały już oczyszczone, a ludzie toczą swój spokojny żywot, wielu mieszkańców Karabachu do dziś nosi na ciele i w duszy pamiątki krwawych wydarzeń, a widmo kolejnej wojny wciąż unosi się w powietrzu, niczym gęste chmury nad wierzchołkiem Araratu…

Podróżując po Kaukazie

W czasie podróży przez Kaukaz mieliśmy okazję obserwować kraje, które znalazły się na etapie rozwoju, jaki Polska ma już za sobą. Gruzja, w drodze do Europy, powoli stara się wykaraskać z postradzieckiego chaosu. Zaprasza turystów i z nadzieją patrzy na zachód. W tym czasie Armenia pogrąża się w kryzysie. Zamknięte granice z dwoma sąsiadami (Turcją i Azebrejdżanem) skazują ją na uzależnienie od Rosji i utrudniają kontakty ze światem. Karabach, opuszczony przez wszystkich, poza Armenią, walczy o przetrwanie i buduje się na naszych oczach. Okupiona krwią ojczyzna jest dla miejscowych Ormian Ziemią Obiecaną, a wspomnienia wojny z lat 90. przeobraziły się w mit założycielski nowego państwa.

W drodze spędziłem niemal dwa miesiące, górskie łąki i pastwiska stały się moim domem, namiot sypialnią. Miarowe obroty korby, niczym wskazówki zegara, wyznaczały codzienny rytm życia. A przeżyłem wiele. Zapiski z rowerowej tułaczki, wspomnienia miejsc i ludzi, przygody i doświadczenia z rowerowej podróży już niedługo znajdą się na stronie Wielka Rajza. Zapraszam na nowy cykl artykułów, zatytułowany Krańce Europy. Już wkrótce pierwszy odcinek.

Zobacz relację z wyprawy:

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

4 Replies to “Krańce Europy – rowerem przez Kaukaz”

  1. Hmmm – nie do końca się zgadzam co do Armenii – gdyby kolega pojechał na południe od Goris to by zmieniał zdanie – krajobraz zmienia się i to bardzo (Już droga z Tateva do Goris ale ta dzika na zachodzie zmienia rzeczywistość). A samo pogranicze z Iranem i ta żółta rzeka Araks na dnie…. Chcę tam wrócić.

    1. Widziałem okolice Tatevu i rzeczywiście prezentują się inaczej, po prostu zróżnicowanie krajobrazu jest tu dużo mniejsze niż w Gruzji. Po przejechaniu prawie całego kraju, z północy na południe (tu nie do końca) i ze wschodu na zachód, Armenia pozostawia właśnie takie wrażenie: pustkowie porośnięte żółtymi trawami. Co nie znaczy, że nie potrafi być piękna, vide zdjęcie pola na wzgórzach.

  2. Wstęp zachęcający więc czekam na więcej. Tereny bliskie mym zainteresowaniom więc tym bardziej jestem ciekaw tego co napiszesz. Czekam 🙂

    Zdjęcia są świetne, budują klimat. Jednak te, na którym są ormiańskie dzieci ma fatalną jakość i zdecydowanie nie pasuje do reszty. W czym błąd? 🙂

    1. Prawda, bardzo lubię to zdjęcie i podoba mi się scenka rodzajowa, którą udało mi się uwiecznić, dlatego je tu umieściłem, niestety robione było “z ręki”, w wieczornej szarówce, stąd nieciekawa jakość.

      PS. Z jakiegoś powodu filtr antyspamowy oznaczył Twój komentarz jako spam, dlatego dopiero teraz pojawił się na stronie 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku