Lot, lądowanie i pierwsze wrażenia z Kutaisi

Samolot z Katowic dociera do Kutaisi w nieco ponad trzy godziny. To za mało by zasnąć, a jednocześnie zbyt długo, by utrzymać wygodną pozycję w ciasnym samolocie linii Wizzair. Dawniej, nim nadeszła epoka awiacji, podobna podróż zajęłaby wiele tygodni, a człowiek powoli, stopniowo przyzwyczajałby się do zmian klimatycznych i kulturowych, spokojnie, bez większego zaskoczenia wchodząc w kontekst nowego miejsca. Samolot pozwala ominąć etap oswajania się i, choć lądowanie przebiega gładko i delikatnie, zderzenie z gruzińską rzeczywistością budzi pewne emocje.

Wyprawę na Krańce Europy poprzedzało wiele miesięcy planów i przygotowań, w poszukiwaniu cennych informacji wertowałem setki stron reportaży i artykułów poświęconych podróżom po Kaukazie, dzięki którym, palcem po mapie, mogłem kreślić plan podróży przez górskie krainy. Ciężko zarobione pieniądze wydawałem na brakujące elementy ekwipunku, a noce zarywałem pracując nad Wielką Rajzą. Strona powoli rozbudowywała się, a w tym czasie plan wyprawy powoli nabierał coraz wyraźniejszych kształtów. Teraz, na pokładzie samolotu, wciąż ciężko jest mi uwierzyć, że już za chwilę znajdę się w miejscu, o którym do tej pory jedynie czytałem. Teraz rozpoczyna się moja własna przygoda.

Lotnisko Imienia Dawida Budowniczego

A rozpoczyna się ona, pośród czarnych chmur, które spowijają samolot. Mrok za oknem rozjaśniają błyski piorunów, a małe okienka zalewane są strumieniami wody. Czyżby miała powtórzyć się sytuacja sprzed dwóch lat, kiedy większą część podróży przez Bałkany spędziliśmy w deszczu i mgle? Na szczęście niepokojące myśli rozpływają się wraz z burzowymi chmurami, a lotnisko w Kutaisi wita nas pogodną aurą. A cóż to jest za lotnisko!

Gmach lotniska w Kutaisi
Gmach lotniska w Kutaisi

Europejczyk, przyzwyczajony do wielkich, portów lotniczych, gdzie panuje tłok i hałas, może uśmiechnąć się pod nosem, widząc gmach rozmiarami zbliżony do przeciętnej wrocławskiej galerii handlowej. Choć mały, budynek jest elegancki i czysty, wnętrze bieli się w ciemności. Wszystko odbywa się tu w jednej hali, część przeznaczoną dla ludzi przybywających do Gruzji oddziela od tych, czekających na lot, czerwony sznurek. Po wyjściu z samolotu masa podróżnych tłoczy się przy wejściu, czekając w kolejce do kontroli paszportowej. Ludzie kłębią się przy wyjściach tylko przez chwilę, potem znikają i życie na lotnisku toczy się swoim nieśpiesznym rytmem. Samoloty międzynarodowe kursują tu może cztery na dobę, do tego w nocy. W dzień czasem lądują tu lokalni przewoźnicy, oferujący m.in. loty do Mestii. Przez resztę czasu lotnisko stoi puste, a pracownicy snują się po korytarzach plotkując, lub wychodzą na zewnątrz zapalić papierosa, pogadać przez telefon.

Usługi dostępne na lotnisku

Mimo wszystko, choć niewielkie, lotnisko to instytucja dająca utrzymanie wielu miejscowym Gruzinom. W godzinach przylotów pojawiają się tu liczni przewoźnicy i naganiacze reklamujący soje hostele. Taksówkarze podwiozą do Kutaisi, znajduje się tu też stoisko przewoźnika Georgian Bus, a przy wyjściu można kupić gruzińską kartę SIM.

Dogadaj się z Gruzinami…

Kilka godzin przed wylotem udało mi się ubić interes. W zamian za transport 39 map Kazbeku zorganizowałem nam darmowy nocleg w Stepancmindzie. Mapy przeznaczone są dla polskiej firmy, organizującej wejścia na szczyt, a na lotnisku w Kutaisi odebrać miał je Gruzin Lasza, którego rozpoznać miałem po aparycji i po tym, że miał dzierżyć tabliczkę z reklamą hostelu. I oczywiście rzeczony Lasza się nie pojawił. Na szczęście na lotnisku przychodzi nam spędzić sporo czasu. Rozpakowywanie rowerów to robota na długie godziny. Ładując sprzęt do pudła, musiałem poodkręcać koła i wszystkie, narażone na uszkodzenie elementy, takie jak osie czy hak przerzutki. Do tego ramę, dość dokładnie, poowijałem folią, czyniąc ją odporną na zarysowania i jednocześnie bardzo uciążliwą przy wypakowywaniu.

W międzyczasie telefonicznie staram się rozwiązać sprawę map. Obsługa lotniska nie chce współpracować, nie można zostawić ich w informacji na lotnisku, nawet facet z biura rzeczy znalezionych nie wyraża chęci pomocy. W końcu udaje się załatwić taksówkarza, który z Kutaisi przyjedzie odebrać mapy. Podczas gdy my, zakładając łańcuchy, brudzimy się smarem a wokół nas pojawia się sterta porwanej folii strecz, całej operacji przygląda się grupka gapiów, a kartony szybko wzbudzają zainteresowanie taksówkarzy. Jeśli przylecicie tu kiedyś z rowerami, nie będziecie mieli problemu z przechowaniem kartonu do dnia odlotu. Już na lotnisku znajdą się taksówkarze, którzy świadczą taką usługę za drobną opłatą, potem wystarczy do takiego jegomościa zatelefonować, a podstawi karton na lotnisko w wyznaczonym dniu. My nie korzystamy z tego rozwiązania, gdyż planujemy wracać promem przez morze. Mamy pożałować tej decyzji w przyszłości…

Droga z lotniska do Kutaisi

Droga z lotniska do Kutaisi (kliknij tutaj aby przejść do Map Google)

Koło 11 (a na miejscu byliśmy po czwartej) jesteśmy wreszcie poskładani i gotowi do jazdy. W tym samym czasie pojawia się taksówkarz, któremu oddaję mapy. Możemy ruszać. Lotnisko imienia Dawida Budowniczego dzieli od centrum miasta około 20 km. Szeroka, asfaltowa droga wiedzie nas po równinie. Wiatr wieje w twarz, a my staramy się przyzwyczaić do jazdy rowerem po ruchliwej, głównej drodze. Nie jest to kraj przyjazny rowerzystom. Auta pędzą jak szalone, a ruch samochodowy jest tu bardzo intensywny. Na szczęście ulica jest szeroka, więc kierowcy mają możliwość mijać nas we w miarę bezpiecznej odległości. Przejeżdżamy przez wioski, przy drodze stoją rzędy domków mieszkalnych, otoczonych przerdzewiałymi ogrodzeniami. Domy zwykle kryją się wśród drzew i krzewów, dających schronienie przed upałem.

Wzdłuż drogi ciągną się warsztaty samochodowe…

Budynki raczej nie zachwycają, przynajmniej z zewnątrz. Im bardziej zbliżamy się d miasta, tym mniej jest domów mieszkalnych, a więcej różnego rodzaju interesów. Stoją tu sklepy, choć rzadko są to sklepy spożywcze. Najwięcej jest chyba meblowych, a najczęściej spotykanym punktem usługowym jest warsztat samochodowy. Nic dziwnego, spora część mijających nas aut to stare rupiecie, łady, moskwicze, stare mercedesy. Warsztaty z pewnością są tu bardzo potrzebne.

Rzeczą, która zwraca naszą uwagę, zaraz po opuszczeniu lotniska, są góry. Widoczne w oddali grzbiety Kaukazu rysują się wyraźnie na linii horyzontu. Ich wielkość wzbudza szacunek i lekko przeraża, ciężko uwierzyć, że już wkrótce będziemy wtaczać się na nie rowerami.

Szczyty Kaukazu już z daleka prezentują się imponująco.
Szczyty Kaukazu już z daleka prezentują się imponująco.

Kutaisi wita rowerzystów...

Wkrótce dojeżdżamy do miasta. Ważna wiadomość, tuż przed Kutaisi, jeszcze przed mostem, po lewej stronie znajduje się sklep rowerowy. Właściwie to bardziej warsztat, sprzedający używane rowery, sprowadzane ze wszystkich stron świata. W razie czego kupicie tu dętkę, oponę, klocki hamulcowe (przynajmniej do V-brakeów), nową obręcz. Kartonów na rowery- gdyby to kogoś interesowało- nie mają.

Na temat kaukaskich miast nie miałem ukształtowanego żadnego specjalnego wyobrażenia. Na pewno nie spodziewałem się metropolii i Kutaisi rzeczywiście takową nie jest. Licząca niespełna 200 000 mieszkańców aglomeracja, jest drugim (po Tbilisi) co do wielkości miastem w Gruzji. Zdominowane jest niską zabudową, a domki porozrzucane są chaotycznie po okolicznych wzgórzach. Ciągną się tam wąskie, kręte uliczki, po których z trudem wjeżdżają stare, wysłużone auta, najczęściej Łady. Przez środek miasta przepływa wzburzona rzeka.

Wzdłuż głównych ulic jest trochę bardziej miejsko, jest nawet supermarket, a w centrum budynki użyteczności publicznej, imponujące rondo z fontanną i park nadają mu trochę zachodniego polotu. Są tu również brukowane uliczki i deptak przechodzący przez rzekę. W porównaniu do europejskich miast Kutaisi jest bardzo głośne. Winić za to należy głównie intensywny ruch samochodowy. Na kaukazie wszyscy jeżdżą autami, a przez miasto nieprzerwanie przepływa strumień najróżniejszych wehikułów. Niczym w muzeum, można podziwiać tu wysłużone już pojazdy, często wyprodukowane jeszcze w czasach związku radzieckiego.Dla miłośników motoryzacji to prawdziwa gratka, dla rowerzysty- utrapienie. Jazda rowerem po Kutaisi wymaga dłuższego przyzwyczajenia i z powodzeniem mogłaby zostać zaliczona w poczet sportów ekstremalnych. Skręt w lewo to manewr szczególnie wysokiego ryzyka, kierowcy nie mają tutaj w zwyczaju ustępowania rowerzystom. Jeśli zwolnisz przed zakrętem, najprawdopodobniej ktoś będzie usiłował wyminąć Cię od lewej strony…

Gdzie załatwić sprawunki?

W Kutaisi spędzamy w sumie dwa dni (z przerwą na zwiedzanie parku Sataplis). W mieście znajdują się obiekty, które warto odwiedzić rozpoczynając podróż i wcale nie mam na myśli atrakcji turystycznych, tylko miejsca, w których można załatwić wszelkie niezbędne sprawunki. Jeśli chcecie dowiedzieć się więcej zapraszam do zapoznania się z moim praktycznym przewodnikiem po Kutaisi.

W końcu, po załatwieniu wszystkich ważnych spraw, opuszczamy Kutaisi, czując niemałą ulgę. Jazda rowerem po mieście męczy. Teraz ruszamy w góry, w stronę, położonej w paśmie Wielkiego Kaukazu, Swanetii. Krainy kamiennych wież, skrytych w cieniu oblodzonych szczytów…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku