Jazda rowerem w deszczu – jak robić to dobrze?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Prawie jedna trzecia podróży przez Bałkany upłynęła nam w rzęsistym deszczu. Mniejsze i większe opady towarzyszyły nam przez cały miesiąc, a średnio co trzeci dzień pojawiała się choćby przelotna mżawka. Jazda rowerem w deszczu nie należy do przyjemności, jednak zdobyte w trakcie wyprawy doświadczenie pozwoliło mi stworzyć niniejszy poradnik. Jego zadaniem jest sprawić, by opady atmosferyczne odebrały nam radość z pedałowania w możliwie najmniejszym stopniu.

IMG_1562
Deszcz postanowił zostać naszym stałym towarzyszem wyprawy.

Zabezpieczenie bagażu.

Zadbanie o to by nasz bagaż pozostał suchy jak pieprz to niewątpliwie kwestia najważniejsza. Nie wyobrażam sobie tragiczniejszego finału deszczowego dnia niż konieczność spania w zimnym i mokrym śpiworze. Jeżeli nasze sakwy są wodoszczelne, właściwie nie mamy się czym przejmować, należy jedynie dbać o to, by zawsze (nawet kiedy na deszcz się nie zanosi), bezwzględnie były one szczelnie zamknięte.

0014
Crosso Dry- stosunkowo tanie, w pełni wodoszczelne sakwy rowerowe.

Jeżeli nasze sakwy nie są wodoszczelne, jeszcze przed wyjazdem wyrzucamy je do śmieci i kupujemy takowe. Zabezpieczanie bagażu workami czy wszelkie dodatkowe pokrowce na sakwy są nie tylko nie praktyczne, ale przede wszystkim, nieskuteczne. Jeśli nasza torba na kierownicę może przepuszczać wodę warto upewnić się, że wszelka elektronika spoczywa w bezpiecznych woreczkach foliowych (najlepsze będą worki strunowe, które łatwo zamknąć), to samo dotyczy map papierowych!

Jazda rowerem w deszczu – co zrobić, by nie przemoknąć?

Podróżując letnią porą, kiedy temperatury przekraczają trzydzieści stopni, lekki deszczyk może wydawać się całkiem przyjemnym sposobem na orzeźwienie. Niestety, prędzej czy później przedłużający się prysznic spowoduje wychłodzenie organizmu (zwłaszcza w czasie zjazdów) i w dłuższej perspektywie czasu może to prowadzić do przeziębienia. Pamiętajcie, że jeśli przesiąkniemy wodą i nie przestanie padać, to nie będziemy mieli okazji, żeby się wysuszyć. Dlatego warto nie dopuścić do takiej sytuacji. Jest kilka możliwości zabezpieczenia się przed przemknięciem, każda z nich ma swoje zady i walety, które postaram się pokrótce przedstawić:

  • Kurtka przeciwdeszczowa

    big_3862d0c75e0e4d67a6c6949e5f400915najbardziej oczywista, choć niekoniecznie najlepsza opcja to kurtka przeciwdeszczowa- w zależności od stopnia nieprzepuszczalności kurtki albo dość szybko przemakają, albo powodują, że stajemy się mokrzy od wewnątrz, od własnego potu i pary, która nie może przedostać się przez membranę (więc nadają się tylko na naprawdę mocny deszcz). Ponadto wszystkie kurtki mają jedną poważną wadę: kiedy kręcimy pedałami, deszcz pada na nasze, nieosłonięte niczym, uda i powoduje, że robi się zimno oraz nieprzyjemnie.

 

  • Kurtka + Spodnie przeciwdeszczowe

    big_c7d76bd2d27e41fd80ae66ef82f7316aSpodnie przeciwdeszczowe sprawiają, że ostatnia wada kurtki przestanie mieć znaczenie, niestety wciąż pozostaje problem pocenia się. Ponadto jest to kolejny przedmiot, który musimy ze sobą zabrać, a ponieważ nie pełni żadnej innej funkcji niż zabezpieczenie przed deszczem, myślę, że nie warto marnować na niego miejsca w sakwach. Nie wspominając o tym, że konieczność ciągłego zakładania i ściągania spodni, szczególnie w przypadku częstych, przelotnych opadów staje się niesamowicie upierdliwa…

 

  • Peleryna przeciwdeszczowa (pałatka/poncho) 

    big_74e99eba33894321bdffcfd835986499To moja ulubiona opcja. Pałatkiprzeciwdeszczowe dostępne są w różnych wersjach, także specjalne rowerowe. Ja używam takiej zwykłej, trekkingowej do kupienia za 30 zł w Decathlonie. Ważne, żeby poncho miało rozpinane boki. Dzięki temu, wsiadając na rower z rozpiętym poncho, przerzucamy jego tylną część nad siodełkiem, tak by swobodnie furkotało na wietrze, niczym peleryna batmana. Wbrew pozorom nie zmokniemy, a dzięki rozpiętym bokom orzeźwiający wietrzyk nie pozwoli nam się zapocić. Do dyspozycji mamy jeszcze przód pałatki, który przekładamy nad kierownicą, zabezpieczając nie tylko nasze nogi, ale również torbę z przodu! Niestety nie jest to rozwiązanie idealne- zasłaniamy w ten sposób mapę, a deszczówka zbiera się w pelerynie na kierownicy i co jakiś czas musimy uderzać od spodu, aby się wylała. No i majtające się poncho może niektórym przeszkadzać, szczególnie przy silnym bocznym wietrze. Moim zdaniem jest to rozwiązanie optymalne, zwłaszcza że poncho waży niewiele, zajmuje mało miejsca i jest wielofunkcyjne– możemy na nim siadać jak na karimacie, można coś w nie zawinąć i przetransportować (np. zerwane z drzewa owoce), a w sytuacji krytycznej posłuży jako worek do przenoszenia wody.

Zabezpieczenie butów przed deszczem

Worki foliowe to dobre, improwizowane zabezpieczneie stóp przed wilgocią
Worki foliowe to dobre, improwizowane zabezpieczneie stóp przed wilgocią

Przemakają w zastraszającym tempie, zwłaszcza jeśli są to SPD z dziurami na zatrzaski w podeszwie. Obuwie na rowerze jest atakowane przez wodę ze wszystkich stron- z góry, od przodu z przedniego koła i od dołu, przez każdą przejechaną kałużę. Nic dziwnego, że w czasie ulewy  wodę w butach poczujemy bardzo szybko. Aby to uniemożliwić, możemy kupić specjalne ochraniacze na buty, jednak z relacji osób trzecich wiem, że nie jest to 100% skuteczne rozwiązanie.

Najprostszym sposobem są worki foliowe i srebrna taśma: worki naciągamy szczelnie na buty i oklejamy taśmą, żeby się trzymały i nie ślizgały na pedałach. W ten sposób mamy pewność, iż woda nie dostanie się do naszych stóp (podobnie jak powietrze, niestety…) jednak ciągły taniec z workami staje się upierdliwy (a reklamówki i taśma szybko się kończą).

Osobiście uważam, że najlepiej sprawdza się skarpeta z neoprenu (taka do nurkowania) założona na nogę, sprawia, że pomimo przemoczonego buta nie czujemy zimna. Z takimi skarpetami możemy bez obaw przeprawiać się przez drogi zalane wodą z górskich strumieni, a podczas wieczornej kąpieli w zimnej rzecze skarpety będą ogrzewać nam nogi (dodatkowo podbite gumą podeszwy utrudniają ślizganie się stopy na kamieniach).

Trudne warunki pogodowe

Z tym nie da się za wiele zrobić. Jeśli mamy okulary, krople wody szybko przysłonią nam widok, zdejmując je sprawimy, że będziemy zamykać oczy, kiedy uderzać zaczną w nie krople deszczu. Z kapturem na głowie i przysłonie rzęsistej ulewy jeździ się trudno i ciężko jest oglądać się za siebie, by sprawdzić, czy ktoś nie został w tyle. Dlatego warto jechać w miarę wolno (zwłaszcza że jest ślisko), zachowując niezbyt duże odstępy (takie, żeby przy nagłym hamowaniu nie wjechać komuś w tyłek), a wszelkie nagłe manewry sygnalizować gestami (głosu i tak nie będzie słychać w szumie deszczu). Warto też włączyć tylne światło, aby zwrócić na siebie uwagę kierowców.

Obóz w deszczu

Biwak na rozmokniętym polu nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem...
Biwak na rozmokniętym polu nie jest najszczęśliwszym rozwiązaniem…

Po całym dniu jazdy w deszczu możliwość zdrowego, bezstresowego wyspania się w ciepłym śpiworze ma wagę złota. Jeśli udało nam się nie dopuścić do zawilgocenia bagażu, sami nie przemokliśmy i udało nam się razem dojechać w miejsce docelowe, pozostaje jeszcze kwestia wyboru miejsca na obóz. Nawet jeśli w momencie rozstawiania namiotu nie pada, nie mamy pewności, że przez noc utrzyma się dobra pogoda, dlatego zawsze, wybierając miejsce na nocleg pamiętajmy, aby:

  • Unikać rozstawiania namiotu na polu: deszcz zamienia ziemię w grząskie błoto, w którym brnąć będziemy my i nasz rower, buty szybko zrobią się cięższe od dwa kilo, a następnego dnia spod opon będzie bryzgać na nas ziemista breja. Nie wspominając o tym, że nasz namiot, sakwy i wszystko, co będzie miało nawet krótki kontakt z podłożem usyfi się niemiłosiernie.
  • Blisko koryt rzek i strumieni nigdy nie rozbijajmy się na tej samej wysokości, na której płynie woda! Nie wiemy, jak intensywne będą nocne opady (lub czy w ogóle będą, nocny deszcz zmoże nas zaskoczyć) rzeka może gwałtownie wezbrać, a z całą pewnością nie chcemy obudzić się po szyję w wodzie.
  • Nie obozujmy też na obniżeniu terenu, w przeciwnym razie rankiem czeka nas pobudka w kałuży i długi czas stracony na suszenie ekwipunku.

Podsumowując

Deszcz zawsze pozostanie wrogiem rowerzysty, jednak mam nadzieję, że garść moich porad pozwoli Wam zminimalizować dyskomfort związany z pedałowaniem wśród rzęsistych opadów. Na koniec jeszcze jedna myśl, pamiętajcie, choćby nie wiem jak mocno zalazł nam za skórę, deszcz jest zasobem, korzystajmy z niego! Deszczówka to spadająca z nieba woda, która nie wymaga filtrowania, jeśli mamy puste bidony- zostawmy je otwarte na noc, niech się napełnią! Porozkładajmy na deszczu menażki po kolacji- rano umyjemy je, nie zużywając rezerwuaru. I, przede wszystkim, jeśli wieczorem pada, możemy wziąć darmowy, nieograniczony ilością wody w butelce prysznic! Taka możliwość na wyprawie nie zdarza się co dzień.

A czy wy znacie jakieś skuteczne sposoby na walkę z niepogodą w czasie rowerowej podróży? Zachęcam do dyskusji w komentarzach.

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena 3.7 / 5. Liczba głosów: 14

Brak ocen. Możesz być pierwszy...

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

3 Replies to “Jazda rowerem w deszczu – jak robić to dobrze?”

  1. U mnie standardowy zestaw to: kurtka nylonowa (nie szkodzi, ze się w niej pocisz – to nie to samo, co przemoknąć), spodnie przeciwdeszczowe, skarpety neoprenowe a na długie wyprawy zabieram tez buty z neoprenu, jeśli spodziewam się częstych ulew. A jeśli nie, wystarczają ochraniacze neoprenowe nałożone na zwykłe buty. Rękawiczki rowerowe ściągam i chowam, a zakładam nawet choćby takie foliowe ze stacji paliw – ważne, aby ten normalne schować żeby nie przemokły. W poncho już nie jeżdżę – niewygodne i na wietrze furkocze, zasłaniając widok, jeśli chcesz spojrzeć za siebie.
    Generalnie stosuje tez zasadę, by w deszczu nie jechać – a raczej dojechać do najbliższego schronienia – lepiej rozbić obóz gdzieś nad rzeką czy jeziorem i deszcz przeczekać, niż potem suszyć połowę ubrań. Jeśli jedziesz i nocujesz w kwaterach, to deszcz nie jest aż takim problemem. Gorzej, jak jedziesz z namiotem i kilka dni pada. Tu trzeba pamiętać o jednym – dobrze zarządzaj swoim ekwipunkiem, by zawsze mieć jeden komplet ubrań suchych, schowany bezpiecznie w sakwie. Nie dopuść do przemoczenia bo jeśli w skrajnym przypadku dopadną cię drgawki z zimna, to nie będziesz miał już nic, w co można się przebrać suchego. Jeśli jednak popełniłeś błąd i przemoczyłeś wszystko co masz, i czujesz, że łapie Cie hipotermia, to ostatnim ratunkiem jest rozbić biwak i schować się w namiocie nago. Wiem, ze to brzmi zabawnie, ale to jedyny sposób, aby wyjść z drgawek, jeśli nie masz się już w co ubrać. Przerabiałem ten temat.

    1. Wpis jest już stary i generalnie przydało by się go trochę uaktualnić. W tej chwili raczej staram się w deszczu nie jeździć, jeśli nie muszę. Poncho też obecnie zakładam raczej na “przeczekanie”, jeśli gwałtowna burza złapie mnie po drodze, bo jeżdżenie w nim faktycznie jest mało wygodne i średnio bezpieczne. Jeśli pogoda jest taka, że ciapie cały dzień a jechać trzeba, wówczas zakładam kurtkę przeciwdeszczową i jadę, a spodenki, buty itp. sobie mokną. Na nogi mam skarpety z neoprenu – takie do nurkowania. Zakładam jeśli buty zaczęły przemakać, bo w takich skarpetach noga nie przemarznie. Ale generalnie zwykłe niskie buty trekkingowe z Deca są całkiem nieźle wodoodporne (póki nie przejedzie się w nich przez kałużę). W przeciągającym się deszczu najlepiej jechać w tych samych ciuchach – bo i tak są już mokre, a lepiej mieć jeden suchy komplet jak już rozbiję obóz. W tej chwili też nie jestem już aż tak radykalny jak leje to raczej szukam campingu/agroturystyki. No chyba, że w okolicy takowych nie ma. Czyli generalnie mamy podobne zasady, po prostu takie sprawdzają się najlepiej na wyprawie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku