Droga Transfogaraska. Przeprawa przez najwyższe pasmo Rumunii

Przeprawa objuczonymi bagażem rowerami przez Drogę Transfogaraską była jednym z największych wyzwań w czasie wyprawy na Bałkany.

Piękne i tajemnicze Góry Fogaraskie

Zajmujące powierzchnię blisko 3 000 km ² Fogarasze są jednymi z najpiękniejszych gór na Rumunii. To najwyższe pasmo górskie w kraju. Znajduje się tutaj czternaście szczytów, których wysokość przekracza 2500 m n.p.m. Aż 42 góry mieszczą się w przedziale pomiędzy 2400 a 2500 m n.p.m. W obrębie całego łańcucha Karpat Góry Fogaraskie ustępują wielkością tylko jednemu pasmu: Tatrom, które znajdują się na przeciwległym krańcu łuku. W Fogaraszach wnoszą się dwa najwyższe szczyty Rumunii: Moldovenau (2544 m n.p.m.) oraz Negoiu (2535 m n.p.m.).

Malownicze wysokogórskie krajobrazy, ostre, skaliste szczyty i piękna, dziewicza przyroda sprawiły, iż żyjący na przełomie XIX i XX wieku francuski geograf, Emmanuel de Martonne, nadał Górom Fogaraskim przydomek Transylwańskich Alp. Określenie to jest zresztą używane do dziś i często odnosi się nie tylko do Fogaraszy, ale do całości rumuńskich Karpat.

Droga Transfogaraska

mapa drogi transfogaraskiej
Mapa Drogi Transfogaraskiej (kliknij tutaj aby przejść do Map Google)

Karpaty wdzierają się głębokim łukiem do wnętrza kraju, oddzielając północno-zachodnią część Rumunii od reszty. Wysokie góry utrudniają transport i komunikację. By uniknąć konieczności okrążania pasma wybudowano dwie imponujące drogi. Transalpina, najwyżej położona szosa na Rumunii w najwyższym punkcie osiąga wysokość 2145 m n.p.m. ( przełęcz Urdele). Nieco niższa jest Droga Transfogaraska (2034 m n.p.m.), która rozciąga się pomiędzy szczytami Moldovenau i Negoi.

Transfogaraska łączy miasto Sybin w Transylwanii z położonym w południowej części kraju Pitesti. Szosa, nosząca oznaczenie DN7C, zbudowana została w latach 70. i miała umożliwiać szybkie przerzucenie wojsk na drugą stronę górskiego pasma. Dziś Droga Transfogaraska stanowi niemałą atrakcję w regionie, rokrocznie przyciągając tłumy turystów (szczególnie upodobali ją sobie motocykliści).

Rowerowa przeprawa przez Góry Fogaraskie

Do podnóża Fogarasów docieramy późnym popołudniem, w całkowitej rozsypce: ja, trapiony przez problemy natury gastrycznej, zostałem daleko w tyle. Wspinając się z mozołem po pochyłej powierzchni drogi, często muszę robić przerwy, w których czasie udaję się do lasu, a kiedy ten zanika, pozostaje mi krycie się wśród skał. Podróż sprawia mi sporo wysiłku. Ewa, która wcześniej towarzyszyła mi przez cały czas wyprzedziła mnie teraz, podobnie jak Klaudiusz, który popędził do przodu, by znaleźć ewentualne miejsce na nocleg. Wojtek, Marcin i Paweł zostali daleko za nami i podjazd pod Fogarasy rozpoczną dopiero nazajutrz.

Górskie krajobrazy i Wodospad Bâlea

Pogoda jest nie najlepsza, wraz ze wzrostem wysokości we znaki daje się chłód, w powietrzu wisi dużo wilgoci, która spada w postaci lekkiej mżawki. Górskie widoki przysłania lekka mgła, nadając im aury tajemniczości. Wkrótce spotykam Ewę, która napotkawszy schronisko, nie mogła oprzeć się pokusie umycia głowy. W tym czasie musiał minąć ją Klaudiusz, gdyż nie spotkali się po drodze. Jedziemy dalej, napawając się pięknymi widokami.Niższe partie gór porasta gęsty las iglasty, a wraz z wysokością zmienia się szata roślinna, wkrótce świerki i sosny ustępują miejsca gołym skałom, porośniętym niską trawą i mchem, gdzieniegdzie sterczą niskie krzewy. Wkrótce zbliżamy się do Wodospadu Bâlea. Tę malowniczą kaskadę podziwiać można jedynie z oddali, nie prowadzą do niej żadne szlaki turystyczne.

Zimna noc w wysokich górach

Obóz rozbijamy koło strumienia, na rozległym pastwisku, bardzo blisko miejsca, w którym droga podnosi się gwałtownie w górę, zamieniając w krętą serpentynę wiodącą na przełęcz. Przypominamy sobie, że naszą kuchenkę pożyczyliśmy rano chłopakom. Czeka nas zimna noc bez ciepłego posiłku. Niedawno, przeczytałem w Internecie, że Drogę Transfogaraską zamyka się na noc, ze względu na grasujące niedźwiedzie. Nie byliśmy wówczas tego świadomi, więc udało nam się porządnie wyspać.

Rankiem budzi nas mroźny poranek. Kąpiel w lodowatym strumieniu pozwala obudzić się z rana i zmusić do dalszej drogi. Ostatnia część trasy odznacza się wyraźnie większym nachyleniem, jednak dzięki swojemu zygzakowatemu układowi nie jest wcale tak stromo, jak mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka i nawet rowerem obciążonym sakwami nie jedzie się tragicznie ciężko. Po drodze spotykamy polski akcent- napis legia warszawa, nabazgrany na betonowej barierce, oznajmia wszem i wobec iż nasi tu byli.

Jezioro Bâlea u szczytu Drogi Transfogaraskiej

Na szczycie panuje ogromny ruch, wszędzie kłębią się turyści, przechadzając się między straganami pełnymi pamiątek i lokalnej żywności. Można tu kupić sery i wędliny, butelkę palinki (rumuńska wódka ze śliwek) oraz różnego sortu badziewne pamiątki, produkowane w Chinach. Pomiędzy tłumem starają się przejechać motocykle i samochody (wszak to środek drogi!). Nie widać tu wielu rowerzystów, a sakwiarzami jesteśmy jedynymi. Droga Transfogaraska popularna wydaje się natomiast wśród motocyklistów.

Na szczycie znajduje się infrastruktura turystyczna. Są tu aż trzy hotele i restauracja, na samym brzegu jeziora. Z punktu widokowego przy Jeziorze Bâlea przy dobrej widoczności można podziwiać chyba cały kraj. Miłośnicy paralotniarstwa zrywają się do lotu, podczas, gdy my odpoczywamy trochę na ogrzanej słońcem łące.

Szalony zjazd najdłuższym tunelem na Rumunii

W końcu, zregenerowawszy siły, wsiadamy na nasze welocypedy i zagłębiamy się w najdłuższy na Rumunii tunel (884 m). Rozpoczyna się szalony zjazd z 2034 m n.p.m. Na Transfogarsakiej obowiązuje ograniczenie prędkości do 40 km/h. Pędząc w dół na rowerach, dość poważnie łamiemy przepisy, a nasze liczniki momentami niebezpiecznie zbliżają się do sześćdziesiątki. W drodze w dół nie ma czasu na podziwianie widoków- trzeba patrzeć na drogę, unikając czających się gdzieniegdzie dziur i nierówności (niestety nawierzchnia nie jest idealna), szczególnie niebezpiecznych przy ograniczonej widoczności w tunelach. Przy osiąganych prędkościach przedni widelec momentami wpada w wibracje i zimny pot oblewa mi plecy, na szczęście na zakrętach trzeba mocno zwalniać, często wyprzedzając jadące powoli samochody (jak często rowerzysta może coś takiego powiedzieć?).

Zamek Drakuli i Jezioro Vidraru

Wiatr we włosach i adrenalina towarzyszą nam przez wiele kilometrów zjazdu, kiedy mkniemy tak bez wysiłku mijamy górujący na wzgórzu po naszej prawe stronie zamek Poenari. Ta, wzniesiona jeszcze w XIII wieku twierdza, użytkowana była między innymi przez osławionego Włada Tepesa, który, lubując się w nawlekaniu swoich adwersarzy na pale, zyskał sobie przydomek Palownika. Szerzej znany jest jako Drakula, będąc inspiracją dla postaci literackiego i filmowego upiora. Zamek wznosi się koło jeziora Vidraru, utworzonego dzięki wysokiej na 160 metrów zaporze na rzece Ardżesz. W tym malowniczym miejscu kończy się zjazd i musimy zacząć pedałować. Wkrótce dołącza do nas reszt ekipy i wszyscy razem udajemy się w kierunku Dunaju, aby przeprawiając się promem na drugi brzeg rzeki dostać się do Bułgarii…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku