Dlaczego nie warto jechać do Ałuszty?

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

W pobliżu masywu Czatyr-Dah na południowo-wschodnim wybrzeżu Krymu znajduje się miejscowość wypoczynkowa, nazywana szumnie Kurortem Ałuszta. Położona na słonecznym wybrzeżu Morza Czarnego, znana jest głównie z obecności licznych sanatoriów, w których leczy się schorzenia układu oddechowego, krwionośnego i nerwowego. Poza tym Ałuszta, pełna postradzieckiej architektury, może poszczycić się chyba jedną z najbrzydszych plaż Europy. Nie uprzedzajmy faktów, zapraszam na krótką wycieczkę po Perle Półwyspu Krymskiego, wypełnionej betonowymi blokowiskami w odcieniach szarości i (brudnej) bieli.

Starmaks Coffee

Wysiadłszy z autobusu, w drodze na wybrzeże możemy napić się porannej kawy w Starmaks Coffee- lokalnej odpowiedzi na komercyjnego, imperialistycznego Starbucksa. W kiosku obok, jeżeli ktoś pali, kupi paczkę fajek za cenę trzykrotnie niższą niż w Polsce.

Tuż obok kawiarni podziwiamy porośnięte roślinnością leśną rondo, po którym jednostajnym tempem, wzdłuż girlandy kabli, sunie czerwony trolejbus. W lewym dolnym rogu gustowna, gipsowa rzeźba krokodyla daje przedsmak czekających nas tutaj atrakcji…

Główna promenada w Ałuszcie

Dalej trafiamy na nadmorski deptak, główną promenadę kurortu, którą o tej porze roku (przełom września i października) wypełniają głównie goście sanatoriów. Nawtykana tu i ówdzie tropikalna roślinność prowadzi nierówną walkę na polu estetyki, ścierając się z iglastymi drzewami widocznymi w tle.

Oto kolejne dzieło niespełnionego artysty-rzeźbiarza: złocony posąg-fontanna, przedstawiający mężczyznę dzierżącego rybę. Trzyma ją niczym rockmen gitarę elektryczną w czasie szalonego koncertu.

Park pełen kiczowatych posągów

W pobliskim parku jest tego więcej. Podziać możemy między innymi betonowego Gryfa (a czyj to pomnik widać w tle?)…

…oraz reklamę Ałusztańskiego Akwarium.

Oczywiście nie mogło zabraknąć monumentu upamiętniającego potęgę Związku Radzieckiego. Ordynarnie czerwona, tandetna gwiazda świetnie komponuje się z betonowym blokiem, na którego szczycie została zatknięta.

Najbrzydsza plaża nad Morzem Czanrnym

Na promenadzie, tuż przed zejściem na plażę, bieli się wsparta na sześciu- stylizowanych na greckie- kolumnach wizytówka Ałuszty, która znajduje się na większości widokówek z miasta. Na robiącym wrażenie wyrwanego z innej bajki i kompletnie niepasującym do reszty otoczenia tworze architektonicznym dumnie złocą się słowa Ałuszta Kurort. Dawniej znajdował się tu napis: obywatele związku radzieckiego mają prawo do wypoczynku. Owszem, mają. Szkoda tylko, że właśnie tutaj.

A oto największa atrakcja kurortu, przyciągająca rzesze turystów, malownicza nadczarnomorska plaża… Tak, to własnie ona, jak wszystko w Ałuszcie jest szaro-bura. Aby trochę rozweselić widoki, stojące tuż przy plaży budy pomalowane zostały na kolor morski (dla odmiany Morze Czarne  faktycznie jest tutaj czarne). Plaża jest wąska i ciasna, ale w rzeczywistości jest na niej jeszcze mniej miejsca. Co większe fale zalewają ją w miarę regularnie, mniej-więcej do połowy. Recz jasna  jest kamienista, co dodatkowo utrudnia  z góry skazane na niepowodzenie próby wypoczynku. Chyba że dysponuje się leżakiem. My nie dysponujemy. Poza sezonem Ałusztę odwiedzają głównie emeryci i ludzie w średnim wieku, co żaden sposób nie poprawia i tak niezbyt lotnych widoków. W budynku po lewej znajduje się toaleta i przebieralnia. Z tarasu na górze doskonale widać, co dzieje się w środku…

Jeszcze jedno zbliżenie, nim zakończę tę tragifarsę. Drzewa, którymi gęsto obsadzono wybrzeże, zapewne mają za zadanie maskować betonowe blokowiska, które rozciągają się kawałek dalej. Czy ich widok naprawdę byłby w stanie coś zepsuć…?

Jest tylko jedna rzecz, która sprawia, że Ałuszta może się podobać. W budce koło plaży, za naprawdę niewielką opłatą, można nabyć butlę Inkermańskiego wina. Trunek możemy zakupić- do wyboru, do koloru- czerwony lub biały (a najlepiej obydwa), wino jest słodkie i bardzo dobre, a po przyjęciu odpowiedniej jego ilości wady tego miejsca powoli przestają przeszkadzać. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, z jakiegoś powodu miałeś wątpliwą przyjemność trafić do Ałuszty, nie ma lepszego sposobu na spędzenie tu czasu niż zakup kilku butelek wina i upijanie się nim na plaży…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena 4 / 5. Liczba głosów: 3

Brak ocen. Możesz być pierwszy...

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

One Reply to “Dlaczego nie warto jechać do Ałuszty?”

  1. A może jest jeszcze jakaś inna plaża? Sprawdziłem w Google Maps ulica Nadbrzeżna ma długość kilku km. Pewno coś ładnego by się jeszcze znalazło.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku