Dlaczego nie warto jechać do Ałuszty?

W pobliżu masywu Czatyr-Dah na południowo-wschodnim wybrzeżu Krymu znajduje się miejscowość wypoczynkowa, nazywana szumnie Kurortem Ałuszta. Położona na słonecznym wybrzeżu Morza Czarnego, znana jest głównie z obecności licznych sanatoriów, w których leczy się schorzenia układu oddechowego, krwionośnego i nerwowego. Poza tym Ałuszta, pełna postradzieckiej architektury, może poszczycić się chyba jedną z najbrzydszych plaż Europy. Nie uprzedzajmy faktów, zapraszam na krótką wycieczkę po Perle Półwyspu Krymskiego, wypełnionej betonowymi blokowiskami w odcieniach szarości i (brudnej) bieli.

Starmaks Coffee

Wysiadłszy z autobusu, w drodze na wybrzeże możemy napić się porannej kawy w Starmaks Coffee- lokalnej odpowiedzi na komercyjnego, imperialistycznego Starbucksa. W kiosku obok, jeżeli ktoś pali, kupi paczkę fajek za cenę trzykrotnie niższą niż w Polsce.

Tuż obok kawiarni podziwiamy porośnięte roślinnością leśną rondo, po którym jednostajnym tempem, wzdłuż girlandy kabli, sunie czerwony trolejbus. W lewym dolnym rogu gustowna, gipsowa rzeźba krokodyla daje przedsmak czekających nas tutaj atrakcji…

Główna promenada w Ałuszcie

Dalej trafiamy na nadmorski deptak, główną promenadę kurortu, którą o tej porze roku (przełom września i października) wypełniają głównie goście sanatoriów. Nawtykana tu i ówdzie tropikalna roślinność prowadzi nierówną walkę na polu estetyki, ścierając się z iglastymi drzewami widocznymi w tle.

Oto kolejne dzieło niespełnionego artysty-rzeźbiarza: złocony posąg-fontanna, przedstawiający mężczyznę dzierżącego rybę. Trzyma ją niczym rockmen gitarę elektryczną w czasie szalonego koncertu.

Park pełen kiczowatych posągów

W pobliskim parku jest tego więcej. Podziać możemy między innymi betonowego Gryfa (a czyj to pomnik widać w tle?)…

…oraz reklamę Ałusztańskiego Akwarium.

Oczywiście nie mogło zabraknąć monumentu upamiętniającego potęgę Związku Radzieckiego. Ordynarnie czerwona, tandetna gwiazda świetnie komponuje się z betonowym blokiem, na którego szczycie została zatknięta.

Najbrzydsza plaża nad Morzem Czanrnym

Na promenadzie, tuż przed zejściem na plażę, bieli się wsparta na sześciu- stylizowanych na greckie- kolumnach wizytówka Ałuszty, która znajduje się na większości widokówek z miasta. Na robiącym wrażenie wyrwanego z innej bajki i kompletnie niepasującym do reszty otoczenia tworze architektonicznym dumnie złocą się słowa Ałuszta Kurort. Dawniej znajdował się tu napis: obywatele związku radzieckiego mają prawo do wypoczynku. Owszem, mają. Szkoda tylko, że właśnie tutaj.

A oto największa atrakcja kurortu, przyciągająca rzesze turystów, malownicza nadczarnomorska plaża… Tak, to własnie ona, jak wszystko w Ałuszcie jest szaro-bura. Aby trochę rozweselić widoki, stojące tuż przy plaży budy pomalowane zostały na kolor morski (dla odmiany Morze Czarne  faktycznie jest tutaj czarne). Plaża jest wąska i ciasna, ale w rzeczywistości jest na niej jeszcze mniej miejsca. Co większe fale zalewają ją w miarę regularnie, mniej-więcej do połowy. Recz jasna  jest kamienista, co dodatkowo utrudnia  z góry skazane na niepowodzenie próby wypoczynku. Chyba że dysponuje się leżakiem. My nie dysponujemy. Poza sezonem Ałusztę odwiedzają głównie emeryci i ludzie w średnim wieku, co żaden sposób nie poprawia i tak niezbyt lotnych widoków. W budynku po lewej znajduje się toaleta i przebieralnia. Z tarasu na górze doskonale widać, co dzieje się w środku…

Jeszcze jedno zbliżenie, nim zakończę tę tragifarsę. Drzewa, którymi gęsto obsadzono wybrzeże, zapewne mają za zadanie maskować betonowe blokowiska, które rozciągają się kawałek dalej. Czy ich widok naprawdę byłby w stanie coś zepsuć…?

Jest tylko jedna rzecz, która sprawia, że Ałuszta może się podobać. W budce koło plaży, za naprawdę niewielką opłatą, można nabyć butlę Inkermańskiego wina. Trunek możemy zakupić- do wyboru, do koloru- czerwony lub biały (a najlepiej obydwa), wino jest słodkie i bardzo dobre, a po przyjęciu odpowiedniej jego ilości wady tego miejsca powoli przestają przeszkadzać. Jeśli więc, Drogi Czytelniku, z jakiegoś powodu miałeś wątpliwą przyjemność trafić do Ałuszty, nie ma lepszego sposobu na spędzenie tu czasu niż zakup kilku butelek wina i upijanie się nim na plaży…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

As you found this post useful...

Follow us on social media!

We are sorry that this post was not useful for you!

Let us improve this post!

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

One Reply to “Dlaczego nie warto jechać do Ałuszty?”

  1. A może jest jeszcze jakaś inna plaża? Sprawdziłem w Google Maps ulica Nadbrzeżna ma długość kilku km. Pewno coś ładnego by się jeszcze znalazło.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku