Stepy Kozłowa – Czatyr-Dah, Góra-Namiot

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email

Drżąc muślemin całuje stopy twej opoki,
Maszcie krymskiego statku, wielki Czatyrdachu!
O minarecie świata! O gór Padyszachu!

Adam Mickiewicz Czatyrdah

Tymi barwnymi słowy jeden z najwybitniejszych polskich poetów epoki Romantyzmu opisuje widok góry, którą (mylnie) uznaje za najwyższy szczyt na Półwyspie Krymskim. Mickiewicz swoją podróż w te regiony odbył niejako z przymusu, my na teren płaskowyżu przybyliśmy dobrowolnie- jesteśmy grupą studentów archeologii, którzy przyłączyli się do ekipy paleontologów, badających jedną z najpiękniejszych krymskich jaskiń: Emine Bair-Chosar

Toczka, schronisko na Czatyr-Dahu Toczka, schronisko na Czatyrdahu

Toczka, czyli Kropka, tak nazywa się to miejsce. To schronisko dla turystów, mieszczące się na płaskowyżu, z którego widać dwa bliźniacze szczyty Góry-Namiotu (to oznacza nazwa Czatyr-Dah). Schronisko typowo ukraińskie- wystarczy szybki rzut oka, aby stwierdzić, że mamy do czynienia z obecnie zdemilitaryzowaną bazą wojskową. Wysoki płot wznosi się na krawędzi stepu w pobliżu miejsca, gdzie równina zawija się gwałtownie i rzuca szaleńczo, prawie pionowo w dół. Płot ozdabiają okładki albumów starych zespołów rockowych- Led Zeppelin, Pink Floyd, The Beattles.

Ogrodzenie toczki, schroniska na Czatyrdahu

Buda, w której przyszło nam mieszkać, pełniła niegdyś rolę baraków dla załogi bazy. Ciasne czteroosobowe pokoiki, wykonane w formie drewnianej przybudówki (biorąc pod uwagę panujące wewnątrz temperatury chyba pozbawione ocieplenia) mieszczą cztery rozklekotane, niewygodne łóżka, szafę i mały stolik. Pokoje ustawione są po dwa, z małym przedsionkiem, w którym znajduje się jeszcze wieszak na ubrania, zniszczony drewniany blat i stara radziecka lodówka marki CAPATOB. Identyczna stoi w moim domu rodzinnym i, podobnie jak ta tutaj, także pozbawiona jest uchwytu umożliwiającego komfortowe otwieranie. To jednak jedyna usterka, jaka dotknęła lodówkę w trakcie jej ponad ćwierćwiecznego żywota.

pies w schronisku Toczka

W Toczce jest jeszcze świetlica, kuchnia i pomieszczenia dla gospodarzy- ci zmieniają się, co jakiś czas. Raz na dwa tygodnie, wraz z zapasami pożywienia, starym autobusem przyjeżdża nowa wachta. Gospodarze pichcą nam jedzenie. Na posiłki- dwa dziennie- składa się głównie kasza. Kasza, chleb i- zawsze- malutka kostka masła, czasem makaron (i kostka masła). Do kaszy i makaronu zwykle dostajemy jakiś dodatek- posiekane mięso kurczaka, czy kawałek ryby. Raz był tylko makaron (z masłem). Trafiły się też kartofle, ale to dlatego, że akurat przyjechały zapasy. Ziemniaki są ciężkie, zajmują dużo miejsca i nie opłaca się zbyt wiele ich targać pod górę. Co ciekawe wszystko je się tutaj łyżką, widelec zdaje się wynalazkiem zbędnym bądź nieznanym. Rano popijamy herbatą, wieczorem piwem.

kolejny pies na Toczce

 

Piwo na Toczce jest tańsze niż woda. W sumie trudno się dziwić. Dusz (czyli prysznic) kosztuje dziesięć hrywien, aby zaoszczędzić, kąpiemy się co drugi dzień. Najgorsze są kible,  rząd drewnianych bud, ledwo trzymających się przy silnym wietrze. Pomalowano je topornie niebieską farbą olejną, tak jakby to miało dodać im urody. Wewnątrz budy zieje dziura w podłodze i deski sygnalizujące, w którym miejscu należy oprzeć nogi. W dole fermentuje kilka metrów sześciennych ludzkich fekaliów wymieszanych z moczem i papierem toaletowym. Smród byłby nie do zniesienia, na szczęście silny wiatr, dmuchający praktycznie codziennie pomaga nieco rozrzedzić atmosferę. Na tej wysokości nie ma też much. Na terenie schroniska, wala się sporo rupieci- między innymi stare, zdezelowane auto wojskowe. Jest też miejsce na ognisko- ze względu na temperatury i dmący nieustannie lodowaty wicher nigdy nie będzie dane nam z niego skorzystać.

resztki transportera w schronisku Toczka na Czatyrdahu

Wspinaczka po Czatyr-Dahu

Któregoś dnia świeciło słońce. Wtedy postanowiliśmy zdobyć podwójny szczyt Góry-Namiotu. Mieliśmy przewodnika- był nim syn ukraińskiego paleontologa, badającego jaskinię. Drobny chłopaczek, młodszy od nas, był na Czatyr-Dahu już nie pierwszy raz. Trzymając w dłoni odbiornik GPS, prowadzi nas zakosami wąskiej ścieżki wydeptanej wśród kosodrzewiny i opowiada.

Trzeba uważać, kiedy przychodzi Małpa, rzecze zatroskanym tonem. Kiedyś w góry wybrało się pięciu turystów, pobłądzili bo nie znali drogi. W nocy przyszła Małpa i wszyscy zginęli. Małpa? Patrzymy po sobie z niedowierzaniem, a na naszych twarzach maluje się obraz lekkiego rozbawienia. Trudno bowiem nie uśmiechnąć się pod nosem, gdy wyobraźnia podsuwa obrazy  koczkodana-zabójcy, czyhającego wśród krzewów na lekkomyślnych turystów. Staramy się dopytać, czym dokładnie jest owa mityczna Małpa, biorąc ją za jakąś formę ludowych bajań, prawda okazuje się jednak bardziej prozaiczna. Małpą nazywa się tutaj tuman, chmurę, mgłę, która przychodzi nagle i, otulając swą mlecznobiałą powłoką cały krąg widzenia, stara się zwieść wędrowców na manowce. W takiej sytuacji nie trudno zmylić drogę, zabłądzić, złamać nogę w leju krasowym, a nawet runąć z urwiska, co mogło przytrafić się wspomnianej grupce nieszczęśników. Dzisiaj Małpa okazała swoją łaskę, pozwalając nam raczyć wzrok widokami. Daleko w dole rysuje się wąska, szara wstęga ulicy, prowadząca na wybrzeże.

Podobno w pogodny dzień z miejsca, w którym się znajdujemy, można dostrzec wody Morza Czarnego. Dziś niebo nie jest do końca przejrzyste i nie wiemy, czy w oddali majaczy wielka woda, czy to tylko linia horyzontu. Często zatrzymujemy się, by zrobić zdjęcia. Szlaki są tutaj kiepsko oznaczone, gdyby nie nasz przewodnik moglibyśmy mieć problem z odnalezieniem drogi. Tutaj można liczyć najwyżej na lichy znaczek nabazgrany od niechcenia gdzieś na kamieniu, mający za zadanie przypomnieć, że wciąż poruszamy się we właściwym kierunku. Wkrótce, w trakcie wędrówki szata roślinna mienia się, a kosodrzewina znika, ustępując miejsca mchom i porostom z rzadka zarastającym szare skały. Droga gwałtownie podrywa się w górę, wyprzedzam wszystkich i pierwszy docieram na szczyt. Ze sterczących nagich głazów spoglądam na step i zauważam jego rozmiar i różnorodność przyrody, nasze schronisko z tej odległości rzeczywiście jest tylko niewielką kropką pośród dzikiej roślinności i poszarpanych skał. Wśród szczytów krążą sokoły, zimny wiatr dmie tu o wiele bardziej niż na stepie. Wkrótce na szczyt wgramolą się reszta towarzystwa, Kolega wyciąga z plecaka pogniecioną karteczkę i, starając się przekrzyczeć huk wiatru, recytuje dwa poematy Mickiewicza Czatyrdah oraz Widok gór ze stepów Kozłowa. Doceniamy ponadczasowość tytułu tego ostatniego.

SONY DSC

Schodząc ze szczytu w dół spotykamy Ilię. Jest on przewodnikiem, oprowadza po płaskowyżu parę niemieckich turystów i-niczym prawdziwy Szerpa- przejmuje na siebie obowiązki tragarza, na plech dźwiga ogromny, wypchany po brzegi plecak. „Oni nie muszą nic nieść, ja zabieram cały bagaż” opowiada z dumą. Ilia wraz ze swoimi gośćmi pojawił się na Toczce zeszłego wieczora. Za jego pośrednictwem mieliśmy okazję dowiedzieć się nieco więcej na temat półwyspu, na którym się znajdujemy. Ilia jest Ukraińcem i na wycieczki zabiera ze sobą głównie Niemców, mówi, że to opłacalny biznes. Krym to swoisty tygiel kulturowy, poza Ukraińcami zamieszkują go między innymi Rosjanie i  Tatarzy. Osiedlili się tutaj już w XIII wieku, kiedy półwysep został opanowany przez Mongolską Złotą Ordę, a po jej rozpadzie w wieku XV utworzony został Chanat Krymski, słabe tatarskie państewko, które swoje istnienie zawdzięczało w dużej mierze umiejętnie prowadzonej polityce zagranicznej, zakładającej utrzymanie równowagi pomiędzy Turcją, Rzeczpospolitą Obojga Narodów oraz Imperium Rosyjskim.SONY DSC

Dziś na Krymie Tatarów ostało się niewielu, większość opuściło półwysep krótko po upadku chanatu i wchłonięciu go przez carską Rosję. Wtedy miejsce Tatarów zaczęła zajmować ludność pochodzenia rosyjskiego. Ilia zaznacza, że są to etniczni Rosjanie, jednak nie czują więzi z Federacją Rosyjską. Ukraińcy, Tatarzy, etniczni Rosjanie, wszyscy czują się obywatelami Krymu, mówi przewodnik. W tej wielokulturowej społeczności przedstawiciele różnych nacji i religii Ukraińcy, Rosjanie i Tatarzy muzułmanie i prawosławni koegzystują ze sobą ze wzajemnym poszanowaniem, nikt nie wysadza się w powietrze, nikt nikomu nie próbuje obciąć głowy (pragnę zaznaczyć, że tekst opisuje przełom września i października roku 2013, wówczas nikt jeszcze nie przypuszczał, iż kilka miesięcy później fala zielonych ludzików działających rzekomo w imieniu mniejszości rosyjskiej opanuje półwysep i, przyłączając go do Federacji Rosyjskiej, diametralnie zmieni krajobraz geopolityczny regionu (oraz sytuację krymskich Tatarów). W czasie wieczornej pogawędki przy Inkremańskim winie Ilia pokazuje nam swoje drugie oblicze- pijany zaczyna awanturować się, z naszej strony nikt jednak nie daje się sprowokować. Przewodnik uspokaja się nieco, odchodzi kawałek i, stanąwszy w kącie sali, oddaje mocz na ścianę. Potem kładzie się spać…

 

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena 0 / 5. Liczba głosów: 0

Brak ocen. Możesz być pierwszy...

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

2 Replies to “Stepy Kozłowa – Czatyr-Dah, Góra-Namiot”

    1. Tak, na Krymie byłem na przełomie lata i jesieni w roku 2013, czyli na kilka miesięcy przed pojawieniem się “zielonych ludzików” :/

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku