Bośnia i Hercegowina – Serce Bałkanów

Secesja Bośni i Hercegowiny w 1992 roku spowodowała rozpad Jugosławii i, trwającą ponad trzy i pół roku, krwawą wojnę domową. Jedną z wielu w brutalnej, bałkańskiej historii. Dziś państwo tworzy związek federacyjny Bośni i Hercegowiny oraz Republiki Serbskiej. Kraj posiada dostęp do morza, jednak jest to mała, niespełna dwudziestokilometrowa linia nabrzeża w okolicach miejscowości Neum. Prawie cały obszar BiH leży w interiorze, toteż nie ściąga tu tak wielu turystów, jak do Chorwacji czy Czarnogóry. Większą część Bośni zajmują góry i gęste lasy, a wpływy muzułmańskie nadają jej orientalnego polotu. Każdy, kto szuka ciszy i spokoju, ucieczki od cywilizacji i kontaktu z naturą, powinien odwiedzić ten mało znany kraj.

Dzikie i odludne góry na granicy Bośni i Czarnogóry

Góry, choć obecne przez całe Bałkany, w Bośni dały nam się odczuć najbardziej, już od samego początku. Po wyjeździe z Durmitoru, spędzamy noc na ciasnej półce skalnej. Droga, którą chcieliśmy przedostać się nad jezioro Pivska zawiodła nas na manowce. Rankiem, pozbawieni wody pitnej rozpoczynamy mozolną wspinaczkę z powrotem na górę, by wrócić na szlak, prowadzący do granicy z Bośnią. Ścieżka jest długa a podejście strome, na dodatek musimy wchodzić po dwa razy, najpierw niosąc sakwy, potem rowery, inaczej nie da rady. Po drodze potykamy się o kamienie i zwalone pnie drzew. Nie mamy wody, na szczęście przypominamy sobie, że wczoraj mijaliśmy na szlaku samotny domek. Wracamy tam. Starsza kobieta daje nam wodę i zaprasza do środka, częstuje kawą. Słowiańskie języki brzmią wystarczająco podobnie, aby się porozumieć. Staruszka mieszka tu sama, od czasu do czasu, z miasta, przyjeżdża w odwiedziny syn. Ale rzadko. Żyjąc na odludziu, pośród gór kobieta musi czuć się bardzo samotna, nic dziwnego, że z radością ugościła grupkę podróżnych.

W Bośni i Hercegowinie jest skromnie i tanio…

zupełniwszy zapasy wody, ruszamy ku granicy. Trakt jest długi i kamienisty, ale trud wynagradzają nam widoki. Zielone, świerkowe lasy, ciągną się na tle białych szczytów. W końcu docieramy do granicy z Republiką Srerbską, częścią składową federacji. Bośnia rozpieszcza nas cenami, podobnie jak robiła to Albania. W miasteczkach warto odwiedzać małe bary, w których jadają miejscowi. Znowu stołujemy się na mieście, racząc się cevapici, burkami i serbskim piwem Jelen. Po drodze widać, że to biedny kraj. Mijamy nędzne wioski i rozpadające się płoty, wiele wsi zostało wyludnionych, opuszczone budynki powoli zmieniają się w kupę gruzu.

Obiad złożony z Cevapi i piwa, za 15 złotych.
Obiad złożony z Cevapi i piwa, za 15 złotych.

Krótka wizyta w Sarajewie

Spędzamy noc na obrzeżach Sarajewa, w starej zrujnowanej chatce. Jest już ciemno, przedzieramy się przez sięgającą do pasa trawę. Wewnątrz jest brudno i wilgotno, częściowo zwalony, żelbetonowy sufit zwisa nad nami niebezpiecznie. W nocy spań nie daje mi mysz, która dorwała worek ze śmieciami i z głośnym szelestem rozwalała go gdzieś w okolicach mojej głowy. Nad ranem okazuje się, że całe podwórze zarośnięte jest barszczem Sosnowskiego.

Klaudiusz przechodzi na islam i zwrócony w stronę Mekki rozpoczyna swoje modły :P
Klaudiusz przechodzi na islam i zwrócony w stronę Mekki rozpoczyna swoje modły 😛

W drodze do stolicy psuje się pogoda, docieramy tam w czasie okropnej ulewy. Nie zwiedzamy, znajdujemy tylko sklep rowerowy i w jego pobliżu przeczekujemy największy deszcz. Dalej, w lekkim deszczu jedziemy przez miasto. Stolica Bośni, która mocno ucierpiała w czasie wojny, została już odbudowana, jednak nie trzeba wprawnego oka, by wychwycić ślady krwawej historii tego miejsca. Ślady po nabojach wciąż widoczne są na elewacjach budynków, nawet w ścisłym centrum. Na obrzeżach miasta można natknąć się na obrócone w perzynę domy, których odbudowaniem nikt nie jest zainteresowany.

Opuszczona Wioska Olimpijska

Za Sarajewem zajeżdżamy do wioski olimpijskiej, w której odbyły się zimowe igrzyska w roku 1984. Latem kompleks jest opustoszały, wałęsają się tu jedynie sfory zdziczałych psów. Obserwujemy je, jedząc obiad na ganku zamkniętej restauracji. Najwyraźniej utworzyły wzajemnie zwalczające się gangi. Kundel, przegoniony przez dwa inne, wkrótce wraca z grupą kolegów, realizując brutalną vendettę na swoich oprawcach. Dwa sympatyczne psiaki próbują się z nami zakolegować. Częstuję jednego z nich resztką konserwy. Kiedy ruszamy w drogę, kundle postanawiają nam towarzyszyć i biegnąc, szybko przebierając swoimi krótkimi nóżkami (co stanowi doprawdy komiczny widok), dotrzymują tempa rowerom jadącym pod górę. W końcu jeden z nich odpuszcza, jednak drugi towarzyszy nam jeszcze podczas rozbijania obozu. Rano nie ma po nim śladu.

Jeszcze jedna przeprawa przez dzikie góry Bośni

Rozpoczynamy kolejną przeprawę przez góry, długim, liczącym ponad 27 km traktem, składającym się głównie z kamieni, wielkich jak piłki tenisowe. Jedziemy tak we mgle, drżąc o nasze obręcze i bagażniki. Wśród górskich pustaci zatrzymujemy się od czasu do czasu, by coś przekąsić. Droga jest długa i męcząca, dwadzieścia kilka kilometrów pokonujemy w ciągu kilku godzin. Po drodze mijamy stary cmentarz, z kilkoma kamiennymi nagrobkami. Pośród górskich hal ktoś postawił wannę wypełnioną wodą, zapewne służy jako koryto do pojenia owiec. Gdy w końcu docieramy na asfalt, radość trwa krótko, nawierzchnia jest tragicznej jakości.

Wodospady w Kravicy

Przez góry przeprawiliśmy się by odwiedzić Kravicę. Tutaj, w niewielkiej górskiej kotlinie znajduje się prawdziwa perełka: przepiękne wodospady, podobne do Krka w Chorwacji, jednak tutaj wstęp jest całkowicie darmowy. Pluskamy się w chłodnej wodzie i oddajemy się w końcu zasłużonemu wypoczynkowi. Z lekkim rozbawieniem obserwuję grupę muzułmanek, które na plażę w Kravicy przybyły okutane w czarne burki, spod których nawet oczu nie widać. Na pewno świetnie się bawią w ponad czterdziestostopniowym upale!

Mostar – stolica Hercegowiny

Ostatnim przystankiem na naszej drodze przez BiH jest Mostar, nieformalna stolica Hercegowiny.

Stary most nad rzeką Neretwą

Miasto najbardziej znane jest z zabytkowego, Starego  Mostu, który łączy dwa brzegi rzeki Neretwy. Most wzniesiono w 1566 roku, jeszcze pod panowaniem tureckim. Jednak nie dotrwał do naszych czasów w nienaruszonej formie, w czasie wojny domowej, w listopadzie 1993 został zburzony przez Chorwatów. Po wojnie odbudowano go, zachowując dawny kształt. Na kamiennym moście zbierają się miejscowi śmiałkowie, którzy, uzbierawszy odpowiednią sumę od turystów, oddają efektowne skoki do wody. Takie popisy najlepiej podziwiać z pobliskiej plaży.

Wielki Bazar w Mostarze

Największą atrakcją Mostaru jest, według mnie, bazar, na który dostaniemy się, przechodząc przez most. Wąskie uliczki, stragany wypełnione najróżniejszymi wyrobami i ogólny klimat orientu sprawiają, że mam ochotę zajrzeć na każde stoisko. Jest tu dużo ogólnej tandety dla turystów, ale trafiają się też ciekawostki. Facet siedzi na krześle i na kamieniach maluje piękne obrazki Starego Mostu. Pośród pamiątek najbardziej rzucają się w oczy militaria. Najczęściej tanie noże, ale trafiają się też bagnety i mundury z czasów wojny (lub współczesne ich rekonstrukcje). Na jednym straganie dostrzegam nawet piękną, autentyczną szablę, jednak cena 300 euro szybko studzi mój entuzjazm. Wśród pamiątek zwracają uwagę przede wszystkim figurki czołgów, samolotów i dział. Breloczki do kluczy i długopisy- wszystkio wykonane z łusek po nabojach. Najwyraźniej wojna dobrze się sprzedaje. Tuż obok bazaru znajduje się również meczet Tabacica, pochodzący z XVI wieku i zburzony w trakcie wojny domowej (odbudowany w roku 2000.).

Wojna domowa odcisnęła swoje piętno także na Mostarze…

W czasie wojny Mostar mocno ucierpiał, w mieście toczyły się bratobójcze walki pomiędzy Bośniakami, Chorwatami i Serbami. Przez dziesięć miesięcy Chorwaci oblegali, zamieszkałą przez Bośniaków, wschodnią część miasta, doprowadzając do zniszczenia wielu zabytków (w tym Starego Mostu i wszystkich meczetów). Nawet dziś, jadąc przez miasto widać jeszcze ślady zniszczeń. Podobnie jak w Sarajewie, mijamy na rowerach zrujnowane budynki i walące się ściany pełne śladów po kulach.

Wkrótce po wizycie w Mostarze żegnamy się z Bośnią i rozpoczynamy ostatni etap naszej rowerowej podróży przez Bałkany…

Czy post był pomocny?

Kliknij gwiazdkę, by ocenić.

Średnia ocena / 5. Liczba głosów:

Udostępnij Post:

Share on facebook
Facebook
Share on google
Google+
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Artur Bowsza

Artur Bowsza

Czołem! Jestem twórcą serwisu Życie w Namiocie. Jeżeli podobają Ci się moje teksty, koniecznie zajrzyj tu jeszcze kiedyś. A jeśli pragniesz znaleźć więcej ludzi dzielących pasję do podróży, dołącz do naszej gupy na facebooku:

Podróże i Przygoda

One Reply to “Bośnia i Hercegowina – Serce Bałkanów”

  1. Hej, Wasze zdjęcia zachęciły mnie do spróbowania Bośni w przyszłym roku. W tym odwiedzaliśmy Albanię i jestem zakochany w bałkańskiej kulturze gościnności i przede wszystkim kuchni 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Życie w Namiocie logo

Jeżeli uważasz, że ze wszystkich potraw najlepiej smakuje przygoda, a serce bije Ci mocniej na myśl o kolejnej podróży w nieznane, Życie w Namiocie to miejsce dla Ciebie!

Najnowsze Wpisy

Filmy

Marin Four Corners - wideorecenzja Stojak serwisowy z Lidla - wideorecenzja

Życie w Namiocie na Facebooku